Strona główna Audyt SEO strony

Audyt i przegląd widoczności

Zanim wydasz złotówkę na reklamę,
sprawdź, co przecieka.

Audyt SEO to nie lista błędów wygenerowana z narzędzia. To odpowiedź na jedno pytanie: ile zapytań tracisz co miesiąc i dlaczego ludzie, którzy szukają Twojej usługi, trafiają do kogoś innego. Poniżej opisuję, co sprawdzam i jak wygląda bezpłatny przegląd.

Potrzebuję tylko adresu Twojej strony. Jeśli nie ma czego poprawiać, powiem to wprost.

30 minuttyle trwa bezpłatny przegląd - bez faktury i bez zobowiązań
5 warstwod blokady indeksowania po widoczność w modelach językowych
0 złza przegląd i za listę rzeczy, które możesz poprawić sam

Większość audytów, które widziałam u nowych klientów, to plik na czterdzieści stron z narzędzia, w którym pierwsze dwadzieścia to opis metodyki, a reszta to lista w kolorach. Właściciel firmy czyta to raz, nic z tego nie rozumie i odkłada do szuflady. Nikt nigdy nie wdraża.

Robię to inaczej i zaczynam od czegoś, co nie kosztuje: trzydziestominutowego przeglądu, po którym wiesz, czy w ogóle jest o czym rozmawiać.

Bezpłatny przegląd widoczności - co to jest

Trzydzieści minut, bez faktury, bez zobowiązań. Zanim się odezwiesz, ja już sprawdzam Twoją stronę i Twoją widoczność, żeby rozmowa nie zeszła na ogólniki. Na spotkaniu pokazuję trzy rzeczy:

  • Na jakie frazy jesteś dziś widoczny - i czy ktokolwiek ich w ogóle szuka. To jest moment, w którym czasem mówię, że fraza, o którą chcesz walczyć, ma zero wyszukań.
  • Co przechwytuje Twoich klientów - czy jest to konkurent, mapa Google, portal branżowy, czy odpowiedź wygenerowana przez sztuczną inteligencję nad wynikami.
  • Gdzie przeciekają zapytania - formularz, który nie wysyła, numer telefonu, którego nie da się kliknąć na telefonie, strona, która ładuje się zbyt długo, żeby ktoś czekał.

Po przeglądzie dostajesz twardą wycenę, jeśli zdecydujemy się na współpracę, albo konkretną listę rzeczy do zrobienia samodzielnie, jeśli nie. Jedno i drugie jest uczciwym wyjściem z rozmowy.

Co sprawdzam w pełnym audycie

Kiedy wchodzimy we współpracę, audyt jest pierwszym krokiem i nie da się go pominąć. Bez niego nie ruszam strony i nie ruszam pozycjonowania, bo każda decyzja byłaby zgadywaniem.

Warstwa pierwsza: czy Google w ogóle może Cię pokazać

Sprawdzam rzeczy, które potrafią wyzerować całą resztę pracy. Czy strona nie ma przypadkiem założonej blokady indeksowania. Czy adres kanoniczny wskazuje sam na siebie. Czy mapa witryny zawiera te adresy, które żyją, a nie te sprzed przebudowy. Czy plik z zasadami dla robotów nie blokuje czegoś, co powinno być widoczne.

To brzmi jak drobiazg, ale widziałam stronę, która przez pół roku miała założoną blokadę i nikt tego nie zauważył, bo strona wyglądała normalnie. Sprawdzam to jako pierwsze, zawsze.

Warstwa druga: czy mówisz językiem, którym ludzie szukają

Najczęstszy błąd, jaki spotykam, nie jest techniczny. Firma opisuje swoje usługi własnym słownictwem - takim, jakie padło na zebraniu - a klienci wpisują w Google zupełnie inne słowa. Strona jest poprawna i niewidoczna.

Wyciągam więc realne zapytania z Twojej Search Console, jeśli masz ją podpiętą, i porównuję je z tym, co jest na stronie. Tam, gdzie się nie pokrywa, jest robota do zrobienia. Ten krok najczęściej daje najwięcej i najszybciej, bo strona już istnieje - trzeba tylko poprawić nagłówki i tytuły.

Warstwa trzecia: czy Twoje podstrony nie biją się między sobą

Jeśli trzy podstrony mówią o tym samym, Google musi wybrać jedną i zwykle wybiera nie tę, na której Ci zależy. Sprawdzam to nie na oko, tylko na danych z Search Console, adres po adresie. Zdarzyło mi się u klienta, że na frazę o usłudze dla deweloperów wygrywał artykuł na blogu, a dedykowana strona stała na sześćdziesiątej drugiej pozycji.

Warstwa czwarta: czy strona zamienia wejście w zapytanie

Ruch, którego nikt nie zamienia w telefon, to koszt, nie wynik. Sprawdzam, czy numer da się kliknąć, czy formularz naprawdę wysyła, czy cena jest podana, czy przycisk kontaktu jest widoczny na telefonie, i czy nie ma czegoś, co się psuje przy szerokości ekranu telefonu. Otwieram stronę w przeglądarce, na komputerze i na telefonie - nie oceniam tego z kodu.

Warstwa piąta: czy znają Cię modele językowe

Coraz więcej ludzi nie szuka, tylko pyta i dostaje jedną nazwę. Sprawdzam, czy Twoja strona ma dane strukturalne, po których model rozpozna firmę, czy ma plik opisujący witrynę dla modeli i czy Twoja firma w ogóle pojawia się w odpowiedziach na pytania o Twoją usługę. To jest część, której większość audytów w Polsce jeszcze nie obejmuje.

Czym to się różni od raportu wyklikanego z narzędzia

Narzędzie sprawdza dwieście rzeczy naraz i każdą traktuje tak samo poważnie. Dostajesz listę, na której „brak atrybutu opisu przy ikonie" stoi obok „strona nie jest w indeksie", bo maszyna nie wie, która z nich kosztuje Cię klientów.

Ja układam to w kolejności wpływu na Twoją sprzedaż i wyrzucam wszystko, co nie ma wpływu żadnego. Jeśli nie umiem napisać, co się zmieni po poprawieniu danej rzeczy, ta rzecz nie trafia do audytu.

Ile to trwa i co muszę od Ciebie dostać

Bezpłatny przegląd to trzydzieści minut rozmowy. Przed nią sprawdzam Twoją stronę u siebie, więc nie schodzimy na ogólniki.

Potrzebuję dokładnie jednej rzeczy: adresu Twojej strony. Jeśli masz podpiętą Search Console i dodasz mnie jako użytkownika, zobaczę realne zapytania, na które ludzie Cię już znajdują - to jedno kliknięcie po Twojej stronie i najmocniejsza rzecz, jaką możesz dołożyć.

Co dostajesz na piśmie

Przy współpracy audyt kończy się dokumentem ułożonym w dwie kolumny: co robię ja i co wymaga decyzji albo materiału od Ciebie. Twoja kolumna jest zawsze krótsza - tak ma być, bo od tego mnie masz.

Każda pozycja ma przypisany przewidywany skutek i nakład pracy. Dzięki temu widzisz, co warto zrobić najpierw, nawet gdybyś część rzeczy chciał zrobić sam albo z kimś innym.

Kiedy audyt nie ma sensu

Mówię to zanim wezmę pieniądze, bo inaczej stracimy razem kilka miesięcy. Audyt odpuść, jeśli nikt w Twoim rejonie nie szuka Twojej usługi w wyszukiwarce - zdarza się to częściej, niż się wydaje, przy usługach niszowych i sprzedawanych z polecenia. Odpuść też, jeśli strona ma zostać przebudowana od zera w najbliższych tygodniach; wtedy audyt robi się po przebudowie, nie przed.

Jak często to powtarzać

Pełny audyt ma sens raz na rok albo po każdej większej przebudowie strony. Częściej nie ma po co - zmiany, które wprowadzasz, potrzebują kilku miesięcy, żeby cokolwiek pokazać.

Co innego bieżący pomiar: pozycje i zapytania warto oglądać co miesiąc, bo to one mówią, czy audyt był trafiony. Tak wygląda comiesięczny raport.

Audyt strony a wizytówka Google

Dla firmy lokalnej sprawdzam jedno i drugie, bo przy zapytaniu z nazwą miasta mapa decyduje wcześniej niż strona. Kategoria wizytówki, kompletność danych, zdjęcia, opinie i odpowiedzi na nie potrafią zmienić więcej niż tygodnie pracy nad tekstami. Rozwijam to w przewodniku o pozycjonowaniu wizytówki.

Czego w tym audycie nie ma

Nie ma listy dwustu ostrzeżeń z narzędzia, z których sto osiemdziesiąt nie ma żadnego wpływu na Twoją sprzedaż. Nie ma obietnicy pierwszego miejsca, bo nikt uczciwy takiej nie składa. Nie ma też oceny estetyki strony, jeśli o nią nie prosisz - podoba mi się, nie podoba mi się to nie jest argument.

Zasada, której się trzymam

Każda rzecz w audycie ma mieć przypisany skutek i koszt. Jeśli nie umiem napisać, co się zmieni po poprawieniu i ile to zajmie, to ta pozycja nie trafia do audytu. Lista bez skutku jest tylko listą.

Ile kosztuje audyt SEO w Polsce

Rozrzut jest duży i warto go znać, zanim ktoś poda Ci cenę. Z publicznych cenników polskich agencji, które sprawdzałam w kwietniu 2026: audyt bywa liczony godzinowo, bywa doliczany osobno do abonamentu, a bywa wliczony w pierwszy miesiąc. Jedna z agencji podaje audyt SEO jako dziesięć do dwudziestu godzin pracy rozliczanych osobno, inna wycenia go od dwustu złotych do kilku tysięcy, zależnie od wielkości strony.

U mnie audyt jest częścią pierwszego kroku współpracy, a nie osobnym produktem do sprzedania. Bezpłatny przegląd nie kosztuje nic i nie wymaga niczego poza adresem Twojej strony.

Co robisz z audytem dalej

Audyt bez wdrożenia jest wart dokładnie tyle, co jego brak - to jedyna rzecz, przy której naciskam. Dlatego audyt zawsze kończy się dwiema kolumnami: co robię ja i co wymaga decyzji albo materiału od Ciebie. Twoja kolumna jest zawsze krótsza, bo tak ma być.

Najczęstsze pytania

Ile trwa bezpłatny przegląd?

Trzydzieści minut rozmowy. Przed nią sprawdzam Twoją stronę u siebie, żeby nie zejść na ogólniki. Nie kończy się fakturą i nie zobowiązuje do niczego.

Co musisz ode mnie dostać przed przeglądem?

Adres strony wystarczy. Jeśli masz podpiętą Search Console i chcesz, żebym patrzyła na realne zapytania, możesz dodać mnie jako użytkownika - to jedno kliknięcie po Twojej stronie i robi ogromną różnicę w jakości tego, co pokażę.

Czy audyt obejmuje wizytówkę Google?

Tak. Dla firmy lokalnej wizytówka często decyduje wcześniej niż strona, więc sprawdzam ją razem: kategorię, kompletność danych, zdjęcia, opinie i odpowiedzi na nie.

Robicie audyt bez dalszej współpracy?

Bezpłatny przegląd - tak, zawsze, także wtedy, kiedy z niego nic nie wyniknie. Pełny audyt robię jako pierwszy krok współpracy, bo jego wartość bierze się z wdrożenia, a nie z samego pliku.

Czy dostanę audyt na piśmie?

Tak, przy współpracy. Przy bezpłatnym przeglądzie dostajesz konkretną listę na rozmowie, a nie dokument - trzydzieści minut nie wystarczy na rzetelny dokument i nie będę udawać, że wystarczy.

Skąd te liczby
  1. Ceny audytów: publiczne cenniki polskich agencji SEO, odczyt z kwietnia 2026, zestawienie własne.
  2. Przykład konkurowania podstron o jedną frazę: pomiar Search Console adres po adresie u klienta agencji, wrzesień 2026.

Trzydzieści minut, po których wiesz, gdzie stoisz

Bez faktury i bez zobowiązań. Jeśli okaże się, że nie ma czego poprawiać, powiem to wprost i nie będę Ci niczego sprzedawać.

Umów bezpłatny przegląd